Używam ich w gabinecie od trzech miesięcy. Prawdziwą różnicę zobaczyłam u pięcioletniego chłopca, który nie znosił zmiany zajęć: z paskiem „teraz” i „potem” przestał rzucać się na podłogę na koniec sesji. Wydrukowałam je też dla rodziców.
214 ilustrowanych kart, z których ułożysz cały dzień swojego dziecka, od pobudki do snu. Stworzone z myślą o autyzmie, ADHD, zespole Downa i przedszkolakach.
Wołasz na kąpiel i zaczyna się awantura. Wyłączasz telewizor, a ono płacze przez dwadzieścia minut. Poranek zamienia się w niekończące się negocjacje, a wieczorem nie masz już siły i czujesz, że cały dzień kłóciłaś się z osobą, którą kochasz najbardziej.
Chodzi o to, że dla dziecka dzień jest niewidzialnym ciągiem zdarzeń. Każda zmiana przychodzi bez ostrzeżenia, a to, czego nie da się przewidzieć, budzi lęk. Ta reakcja nie jest przeciwko Tobie, tylko przeciwko niespodziance.
Każda karta jest już rozmieszczona na stronie, z podpisem po polsku i zaznaczonymi liniami cięcia. Drukujesz arkusz, wycinasz po krawędzi i masz sześć gotowych kart.



Widzi plan popołudnia, zanim się zacznie. Niepokój spada, współpraca rośnie, a zmiany zajęć przestają być zaskoczeniem.
Przestaje pytać o pozwolenie przy każdym ruchu. Patrzy na pasek, rozumie, że teraz jego kolej, i zaczyna, a Ty nie musisz stać obok i kierować.
Wskazuje kartę i pokazuje, czego chce. To pierwszy most dla dzieci niemówiących, który ucina sporą część płaczu z frustracji.
Plan mówi za Ciebie. To już nie Ty decydujesz o wyłączeniu telewizora, tylko karta pokazuje, że teraz jest kolacja.
W domu, u dziadków, w szkole i na terapii. Kiedy wszyscy używają tych samych obrazków, dziecko nie zaczyna od zera za każdym razem, gdy zmienia miejsce.
Drukujesz, wycinasz i przyklejasz. Żadnego szkolenia, żadnej paczki do czekania: jeszcze tego samego wieczoru plan wisi na ścianie.
Płacisz, a e-mail z kompletnym materiałem przychodzi automatycznie. Nie czekasz na nikogo i nie śledzisz żadnej przesyłki.
W domu na zwykłym papierze albo w punkcie ksero. Jeśli je zalaminujesz, karty wytrzymają cały rok szkolny.
Przyklejasz rzepy albo taśmę, układasz pasek dnia i wieszasz go na wysokości dziecka. Wieczorem już jest w użyciu.
Sześć kart w rzędzie, na wysokości dziecka, przypiętych na rzepy. Zdejmuje to, co już zrobiło, odkłada na półeczkę pod spodem i samo widzi, ile zostało do końca dnia.
Cały system to właśnie to. Działa, bo nie potrzebuje Ciebie, żeby go odczytać: plan wisi na miejscu nawet wtedy, gdy jesteś w kuchni.



Używam ich w gabinecie od trzech miesięcy. Prawdziwą różnicę zobaczyłam u pięcioletniego chłopca, który nie znosił zmiany zajęć: z paskiem „teraz” i „potem” przestał rzucać się na podłogę na koniec sesji. Wydrukowałam je też dla rodziców.
Przyznaję, że kupiłem je bez wielkiej nadziei, próbowaliśmy już innych rzeczy. W pierwszym tygodniu nic. W drugim syn sam zdjął kartę kąpieli i zaniósł ją do łazienki. Żona się rozpłakała.
Wydrukowałam czterdzieści zestawów dla mojej grupy. Chwila ciszy była kiedyś walką, teraz wskazuję kartę i w minutę wszyscy siedzą. Koleżanka z drugiej sali już mnie o nie poprosiła.
Zajmuję się wnukiem trzy popołudnia w tygodniu i nigdy nie wiedziałam, jak mu wytłumaczyć, że mama wróci po podwieczorku. Teraz pokazuję mu kolejność i spokojnie czeka. Zrobiłam też wersję breloczka na plac zabaw.
Najbardziej pomogły mi nie same karty, tylko zestaw dla szkoły. Pytania na spotkanie w sprawie IPET i profil ucznia na jednej stronie były gotowe, a to zawsze zajmuje mi najwięcej czasu.
Wprowadziliśmy je w czterech salach. Z osiemnaściorga dzieci najwięcej zyskały te niemówiące: wskazują kartę i dają się zrozumieć, a płaczu z frustracji jest dużo mniej.
To mój pierwszy rok pracy i gubiłam się właśnie przy przejściach między zajęciami. Gotowe zdania dały mi coś do powiedzenia w tej chwili, a tego nikt nas nie uczy na studiach.
Ściągałam już darmowe obrazki gdzie indziej, ale były cztery i ciągle te same. Tu jest nocnik, zęby, szkoła. Zosia ma 4 lata i już zrozumiała, że po piżamie jest bajka, i przestała prosić o telewizor.
Karty rozwiązują kolejność. Te siedem materiałów rozwiązuje resztę: jak zacząć bez błędów, co mówić, kiedy dziecko płacze, jak namówić szkołę do tego samego systemu i co robić, kiedy wychodzicie z domu.
Dzień po dniu: które karty wprowadzać i w jakiej kolejności. Prawie wszystkie rodziny poddają się w pierwszym tygodniu, bo zaczynają od dwudziestu kart naraz, a dziecko się zamyka.
Sześćdziesiąt gotowych zdań na trudne chwile i dziesięć takich, które pogarszają wszystko, choć tego nie zauważasz. Do przeczytania wcześniej, na spokojnie, a nie wtedy, gdy dziecko krzyczy.
List do nauczycielki, profil Twojego dziecka na jednej stronie i pytania na spotkanie w sprawie IPET. System naprawdę działa dopiero wtedy, gdy używa się go także poza domem.
Karty do zapisywania, co dzieje się przed kryzysem, w trakcie i po nim. W dwa tygodnie zobaczysz przyczynę, która Ci umykała, i wreszcie przyniesiesz na wizytę coś konkretnego.
Co robić w pierwszych trzydziestu sekundach, co potem i czego nigdy nie robić. Jedna strona, zaprojektowana tak, by przykleić ją od środka na drzwiczkach szafki w kuchni.
Dwadzieścia codziennych czynności rozbitych na mikrokroki: ubieranie się to nie jedna czynność, tylko dziewięć. Kiedy karta nie wystarcza, problem prawie zawsze leży właśnie tu.
Sklep, restauracja, poczekalnia, fryzjer i podróże samochodem. Kieszonkowe plany i to, co powiedzieć dziecku przed wejściem, a nie po.
Realna wartość samych bonusów: 301 zł
Prywatna wizyta u logopedy kosztuje od 150 do 250 zł, a na NFZ czeka się miesiącami. Za to płacisz raz i wisi na ścianie każdego dnia, przez lata.
Jednorazowa płatność, natychmiastowy dostęp przez e‑mail i 15 dni gwarancji.
Wydrukuj karty, powieś je na ścianie i używaj przez całe dwa tygodnie. Jeśli Twoje dziecko nie zareaguje albo po prostu nie będzie to dla Was, napiszesz, a ja oddam 100%.
Bez tłumaczenia się i bez formularzy do wypełniania. Ryzyko jest moje, nie Twoje.
Działają od 2. roku życia i nie mają realnej górnej granicy. Kryterium nie jest wiek, tylko rozumienie obrazków: jeśli dziecko rozpoznaje przedmiot na rysunku, karty działają. Używają ich rodziny z trzylatkami i placówki z czternastolatkami.
Zostały stworzone właśnie do tego. Komunikacja obrazkowa to most, z którego dzieci niemówiące korzystają, żeby dać się zrozumieć, zanim pojawi się mowa: wskazują kartę zamiast płakać. W zestawie masz też Drabinę samodzielności, z każdą czynnością rozbitą na mikrokroki, która pomaga, kiedy sama karta jeszcze nie wystarcza.
Nie. Możesz zanieść plik do punktu ksero i wydrukować go w kolorze, zwykle za kilkanaście złotych. Wiele rodzin robi to raz, a potem laminuje karty, dzięki czemu wytrzymują cały rok lepkich rączek.
Dostajesz pliki PDF i Word w wysokiej rozdzielczości, już ułożone na A4. PDF służy do druku bez niespodzianek, a w Wordzie możesz zmienić teksty, jeśli chcesz coś dopasować do swojego dziecka. Otwierają się na komputerze, tablecie i telefonie.
Tak. Możesz drukować tyle kopii, ile potrzebujesz dla swojej grupy, klasy czy gabinetu. Nie możesz jedynie odsprzedawać materiału ani rozpowszechniać go jako własnego.
To zależy od dziecka i uczciwie trzeba to powiedzieć. Niektóre reagują już w pierwszym tygodniu, a inne potrzebują dwudziestu dni regularnego używania, zanim połączą obrazek z czynnością. Właśnie do tego służy Plan pierwszych 14 dni: mówi Ci, co wprowadzać każdego dnia, bo to w pierwszym tygodniu prawie wszyscy się poddają.
Masz 15 dni na wypróbowanie. Piszesz e-mail, a ja zwracam wszystko, bez pytań i bez formularzy. Wydrukowany już materiał i tak zostaje u Ciebie.
Minuta, żeby dostać materiał, dwadzieścia, żeby go wydrukować, i jedno popołudnie, żeby go złożyć. Jutro rano Twoje dziecko obudzi się i zobaczy swój dzień, zamiast dać się mu zaskoczyć.
Chcę swój zestaw 15 dni gwarancji. Jeśli się nie sprawdzi, oddam Ci pieniądze.